Odżywianie holistyczne – co to właściwie znaczy?

odżywianie holistyczne
Czas czytania: 6 min.

Odżywianie holistyczne – co to właściwie znaczy?

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie kilka rozmów o tym, czym właściwie jest „holistyczne odżywianie”.

W jednej z nich pojawił się przykład starszej osoby, która miała ochotę na proste, ciepłe jedzenie – między innymi kleik. Bliska jej osoba była natomiast przekonana, że zdecydowanie zdrowszym rozwiązaniem będzie dieta oparta przede wszystkim na surowych owocach i warzywach. Bo starają się podchodzić do diety „holistyczne”.

Holistyczne nie znaczy „alternatywne”

Słowo „holistyczny” pochodzi od greckiego holos – całość. W odniesieniu do zdrowia oznacza więc patrzenie nie tylko na pojedynczy narząd, wynik badania czy rozpoznaną chorobę, ale na człowieka w znacznie szerszym kontekście. Dla mnie odżywianie holistyczne nie oznacza odrzucenia medycyny, diagnostyki czy dietetyki klinicznej. Wręcz przeciwnie. Oznacza połączenie wiedzy klinicznej z obserwacją człowieka i zadaniem sobie podstawowego pytania:

Czego potrzebuje właśnie ta osoba – w swoim wieku, ze swoim stanem zdrowia, historią, apetytem, możliwościami trawiennymi, stylem życia i aktualną kondycją organizmu?

Bo w gabinecie nie żywię cukrzycy. Nie żywię Hashimoto. Nie żywię wysokiego cholesterolu, chorej wątroby ani zespołu jelita drażliwego.

Żywię człowieka, który ma cukrzycę. Człowieka, który ma Hashimoto. Człowieka, który ma określone wyniki badań, ale jednocześnie określony apetyt, ciało, historię, lęki, upodobania, możliwości i potrzeby.

To ogromna różnica. Możemy mieć dwie osoby z tą samą diagnozą, którym wcale nie zaproponujemy identycznego sposobu żywienia. Bo diagnoza jest ważna. Ale diagnoza nie jest całym człowiekiem.

To, co służy mnie, nie musi służyć Tobie

To jedna z najczęstszych pułapek związanych ze zdrowym odżywianiem.

Ktoś zaczyna określoną dietę i czuje się świetnie. Odstawia gluten – poprawia mu się samopoczucie. Zaczyna jeść więcej surowych warzyw – ma więcej energii. Przechodzi na dietę roślinną – poprawiają mu się wyniki. Je dwa posiłki dziennie – czuje lekkość.

Naturalne jest, że kiedy odkrywamy coś, co nam bardzo służy, chcemy podzielić się tym z ludźmi, których kochamy. I właśnie dlatego tak łatwo zrobić kolejny krok:

„Skoro mnie to pomogło, Tobie też powinno pomóc”.

A stąd już bardzo blisko do: „Ja wiem lepiej, czego potrzebuje Twój organizm”.

Tymczasem zdrowa, aktywna osoba w średnim wieku i starsza osoba z inną historią zdrowotną, innym apetytem i inną wydolnością przewodu pokarmowego nie są tym samym organizmem. Tak samo inaczej będziemy żywić dziecko, sportowca, kobietę w okresie menopauzy, osobę niedożywioną, pacjenta onkologicznego czy człowieka z zaburzeniami odżywiania.

Holizm zaczyna się od zauważenia różnic, a nie od szukania jednej diety, która ma pasować wszystkim.

Ktoś chce kleiku. Czy to naprawdę taki zły pomysł?

Kleik nie jest cudownym lekarstwem. Nie chodzi też o to, żeby starsza czy osłabiona osoba żywiła się wyłącznie kleikiem.

Ale każdy, kto choć trochę interesuje się medycyną chińską, wie, jak szczególne miejsce zajmuje w niej congee – długo gotowany kleik ryżowy. To jedno z najprostszych dań, a jednocześnie przykład żywienia, które w tradycji chińskiej od wieków wykorzystywano wtedy, gdy organizm potrzebował czegoś łagodnego, ciepłego, łatwego do przyjęcia i niewymagającego nadmiernego wysiłku ze strony układu pokarmowego.

Congee może być bardzo proste albo wzbogacane dodatkami dobranymi do potrzeb konkretnej osoby. I właśnie to jest w nim tak ciekawe: nie musi imponować liczbą składników, żeby pełnić swoją funkcję.

Z perspektywy TCM czasem nie chodzi o to, żeby dostarczyć organizmowi jak najwięcej „superfoods”, surowych warzyw czy skoncentrowanych składników odżywczych. Czasem najpierw trzeba stworzyć warunki, w których organizm w ogóle będzie w stanie dobrze przyjąć i wykorzystać pożywienie.

Dlatego kiedy ktoś ma ochotę na proste, ciepłe jedzenie, warto czasem najpierw zapytać: Dlaczego właśnie tego potrzebuje? Jak się po takim jedzeniu czuje? Co obecnie dobrze toleruje?

Zamiast automatycznie uznać, że na pewno wie gorzej niż ktoś, kto zaplanował dla niego znacznie bardziej „idealną” dietę. Bo czasami miska prostego, ciepłego congee może być bardziej holistycznym wyborem niż talerz pełen produktów uznawanych za zdrowe, ale niedopasowanych do człowieka, który ma je zjeść.

„Surowe” nie jest synonimem „zdrowe”

Surowe warzywa i owoce są wartościowym elementem diety. Ale słowo „surowe” nie oznacza automatycznie „lepsze”.

Gotowanie zmienia żywność, jest to fakt. Czasami zmniejsza zawartość części składników, a jednocześnie zmiękcza jej strukturę i może sprawić, że posiłek będzie łatwiejszy do zjedzenia i lepiej tolerowany. Dlatego pytanie nie powinno brzmieć:

„Co jest zdrowsze – surowe czy gotowane?”

Tylko:

„Co będzie lepsze dla tej konkretnej osoby?”

Dla jednej osoby duża sałatka będzie doskonałym posiłkiem. Dla innej znacznie lepiej sprawdzi się zupa krem, duszone warzywa, puree, gotowany ryż czy właśnie prosty kleik. Nie dlatego, że gotowane jedzenie jest zawsze lepsze. I nie dlatego, że surowe jest złe. Tylko dlatego, że zdrowe żywienie nie istnieje w oderwaniu od człowieka.

Yin i Yang – najpierw szukamy równowagi

W zasadzie od tego trzeba byłoby zacząć – w medycynie chińskiej jednym z podstawowych sposobów patrzenia na organizm jest koncepcja yin i yang. Nie traktuję jej jako zamiennika diagnostyki medycznej. Jest dla mnie sposobem opisywania równowagi organizmu i obserwowania, w jakim kierunku warto go wspierać.

Yin i yang istnieją we wzajemnej relacji:

Ciepło i chłód.

Aktywność i odpoczynek.

Odżywianie i zużywanie.

Suchość i wilgoć.

Pobudzenie i regeneracja.

Dzień i noc, lato i zima etc.

Zdrowie nie polega na maksymalizowaniu jednej strony. Chodzi o dynamiczną równowagę. I właśnie dlatego w dietetyce TCM nie zadajemy wyłącznie pytania:

„Czy ten produkt jest zdrowy?”

Pytamy przede wszystkim:

„Co dzieje się z człowiekiem, który ma go zjeść?”

Jeżeli organizm jest osłabiony, dalsze „oczyszczanie” niekoniecznie będzie tym, czego najbardziej potrzebuje.

Jeżeli człowiek marznie, ma słaby apetyt, wzdęcia i źle toleruje surowe potrawy, dokładanie kolejnych zimnych koktajli, owoców i surówek tylko dlatego, że zawierają dużo witamin, może nie być najlepszym rozwiązaniem.

Jeżeli ktoś jest niedożywiony, trzeba go przede wszystkim odżywiać, a nie oczyszczać.

Jeżeli występuje nadmiar – czasem coś ograniczamy.

Jeżeli występuje niedobór – uzupełniamy.

Jeżeli organizm jest przeciążony – odciążamy.

Jeżeli jest osłabiony – wzmacniamy.

To jedna z najważniejszych rzeczy, które wnosi do mojego sposobu pracy koncepcja yin i yang:

Nie chodzi o maksimum w jedną stronę. Chodzi o równowagę.

 

Zdrowy produkt może być złym wyborem

Brokuł jest zdrowy.

Jabłko jest zdrowe.

Soczewica jest zdrowa.

Oliwa jest zdrowa.

Orzechy są zdrowe.

Tylko, że dietetyk nie zajmuje się ocenianiem produktów w oderwaniu od człowieka.

Ktoś może świetnie tolerować strączki, a ktoś inny po niewielkiej ilości będzie miał silne dolegliwości jelitowe. Jedna osoba potrzebuje zwiększenia ilości błonnika, u innej w określonej sytuacji czasowo zmodyfikujemy jego ilość lub formę.

Jednej osobie duża sałatka da lekkość i energię. Dla innej będzie oznaczała uczucie zimna, pełności, wzdęcia i zjedzenie połowy potrzebnej porcji obiadu.

Dlatego jedno z najważniejszych zdań, jakie można zapamiętać, brzmi:

Zdrowy produkt nie zawsze oznacza dobry wybór dla konkretnej osoby w konkretnej sytuacji.

 

„Ja wiem lepiej, czego Ty potrzebujesz”

I tutaj dochodzimy do części, która szczególnie interesuje mnie jako psychodietetyka.

Najczęściej za próbą zmieniania sposobu żywienia bliskiej osoby stoi naprawdę dobra intencja. Troska. Niepokój o zdrowie i życie danej osoby. Chęć podzielenia się czymś, co nam samym pomogło.

Chcemy, żeby mama jadła zdrowiej.

Żeby tata schudł.

Żeby partner przestał kupować słodycze.

Żeby dzieci jadły więcej warzyw.

I sama troska nie jest problemem. Granica zaczyna się pojawiać wtedy, gdy z: „Może warto spróbować?”

robi się: „Ja wiem lepiej, czego Ty potrzebujesz”.

A potem:

„Nie powinieneś tego jeść”.

„Musisz spróbować mojej diety”.

„Gdybyś jadła tak jak ja, czułabyś się lepiej”.

„Twój organizm potrzebuje oczyszczenia”.

„To, na co masz ochotę, jest złe”.

W tym momencie coraz mniej słuchamy drugiego człowieka, a coraz bardziej próbujemy go naprawić według własnego pomysłu .I paradoksalnie właśnie tutaj podejście nazywane „holistycznym” może stać się bardzo mało holistyczne. Bo jeśli naprawdę traktujemy człowieka jako całość, musimy uwzględnić również jego autonomię. Jego smak. Przyzwyczajenia. Relację z jedzeniem. Obawy. Możliwości.

I przede wszystkim to, że ma prawo nie chcieć żyć według naszej filozofii żywieniowej.

Troska nie musi oznaczać kontroli

Szczególnie łatwo przekroczyć tę granicę w relacji z bliskimi. Im bardziej się o kogoś boimy, tym większą możemy mieć potrzebę kontrolowania tego, co je, jak żyje i czy realizuje zalecenia. Tyle że żywienie nie powinno stać się kolejnym polem walki.

Możemy proponować.

Możemy tłumaczyć.

Możemy zachęcać.

Ale dorosły człowiek nie przestaje być podmiotem tylko dlatego, że się zestarzał albo zachorował.

Pomaganie komuś nie musi oznaczać przejmowania kontroli nad jego talerzem.

Czasami największym wyzwaniem nie jest ułożenie idealnej diety. Jest nim pogodzenie się z tym, że druga osoba może wybrać inaczej niż my.

 

Kiedy przekonania żywieniowe zaczynają przesłaniać człowieka?

Trudniej robi się wtedy, gdy zaczynamy przypisywać jedzeniu wartość moralną.

„Czyste”. „Toksyczne”. „Dobre”. „Złe”. „Naturalne”. „Pełne energii”. „Martwe”.

I nagle ciepły kleik zjedzony ze smakiem przez starszą osobę wydaje się czymś gorszym niż talerz surowych warzyw, którego ta osoba wcale nie chce.

Nie oceniamy już wtedy tego, jak człowiek się po posiłku czuje. Oceniamy, czy posiłek pasuje do naszej wizji zdrowia. To zasadnicza różnica.

Prawdziwy holizm nie powinien być zestawem sztywnych przekonań.

Powinien zaczynać się od ciekawości drugiego człowieka.

Żywimy człowieka, nie chorobę

To zdanie jest dla mnie jedną z najważniejszych zasad dietetyki. Oczywiście choroba ma znaczenie. Wyniki badań mają znaczenie. Leki mają znaczenie. Diagnoza ma znaczenie. Ale człowiek jest czymś więcej niż sumą swoich diagnoz.

Dlatego zanim zacznę zmieniać czyjąś dietę, interesuje mnie również: jak je, co lubi, czego nie toleruje, czy ma apetyt, jak śpi, czy ma siłę, jak funkcjonują jego jelita, czy marznie, czy jest aktywny, czy żyje sam, czy gotuje. Dopiero z tych wszystkich elementów powstaje obraz, na podstawie którego można próbować coś zaproponować.

Nie dopasowuję człowieka do zaleceń. Staram się dopasować zalecenia do człowieka.

Dla mnie właśnie to jest istotą holistycznego podejścia.

Odżywianie holistyczne zaczyna się od człowieka

W swojej pracy łączę wiedzę z dietetyki klinicznej, psychodietetyki i dietetyki TCM. Patrzę na wyniki badań i rozpoznane choroby. Patrzę na wiek i stan odżywienia. Pytam o apetyt, trawienie i wypróżnienia. Interesuje mnie sen, stres i aktywność fizyczna. Sprawdzam, co dana osoba rzeczywiście je, a nie tylko co – teoretycznie – powinna jeść. Zwracam uwagę na jej preferencje, możliwości, sposób gotowania i rytm dnia.

A korzystając z dietetyki TCM, obserwuję również termikę, niedobory, nadmiary i wzorce, które mogą pomóc mi lepiej dopasować sposób przygotowywania posiłków. Nie wybieram jednej filozofii i nie próbuję dopasować do niej człowieka.

Dopasowuję sposób żywienia do człowieka.

Czasami najlepszym wyborem będzie zielony koktajl i duża sałatka. A czasami ciepła zupa, gotowane warzywa, ziemniaki, kawałek ryby i odrobina oliwy. A czasami będzie to nawet miseczka ciepłego kleiku. Nie dlatego, że kleik jest najbardziej „holistycznym” produktem świata. Tylko dlatego, że po drugiej stronie naszego zalecenia zawsze powinien znajdować się konkretny człowiek.

Holizm nie polega na dopasowaniu człowieka do diety. Polega na dopasowaniu diety do człowieka.

I chyba właśnie od tego zaczyna się prawdziwe odżywianie holistyczne.

 

Monika Dziemidowicz – dietoterapeuta TCM, dietetyk kliniczny, psychodietetyk

czytaj podobne:

Jeszcze raz o Śledzionie… czyli o równowadze…

Kuchnia 5 Przemian a dietetyka wg TCM

Ważna informacja

Treści publikowane w tym artykule mają charakter edukacyjny i informacyjny. Opisy zależności pomiędzy emocjami, narządami i funkcjami organizmu odnoszą się do tradycyjnego modelu Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Nie są one diagnozą psychologiczną, psychiatryczną ani medyczną i nie zastępują konsultacji z lekarzem, psychologiem lub psychoterapeutą.

Pojęcia takie jak zastój Qi Wątroby, osłabienie Śledziony, niedobór Serca, Shen, Hun czy Po należą do terminologii TCM i nie powinny być utożsamiane z rozpoznaniami stosowanymi we współczesnej medycynie, psychologii ani psychiatrii.

Informacje dotyczące żywienia i stylu życia mają charakter ogólny. W przypadku nasilonych, długotrwałych lub niepokojących objawów emocjonalnych należy skorzystać z odpowiedniej pomocy medycznej lub psychologicznej.

Miło powitać Ciebie na mojej stronie.

Cieszę się, że masz podobne zainteresowania do mnie.

Jeżeli podobał Ci się mój artykuł i chciałbyś ich czytać więcej, postaw mi wirtualną kawę,

Bardzo dziękuję

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Skontaktuj się ze mną

Umów konsultację

Potrzebujesz indywidualnych zaleceń? Napisz do mnie lub umów konsultację online.

DOwiedz się:

Dietetyka profilaktyczna i lecznicza wg TCM

Jak łączyć kuchnię z Tradycyjną Medycyną Chińską (TCM) na co dzień: termika, smak, narządy, sezony i lecznicze właściwości pożywienia.
DOwiedz się:

Diety w chorobach cywilizacyjnych

Trzustka, jelita, cukrzyca, stłuszczenie wątroby, nowotwory – trudne diety po przejściach.
DOwiedz się:

Dieta a emocje (TCM)

Emocje i narządy w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej (TCM) – lęk, smutek, złość, zamartwianie i ich związek z jedzeniem.
DOwiedz się:

Psychodietetyka

Relacja z jedzeniem, podjadanie, motywacja, nawyki, praca na zasobach.